Absynt 1
Mnie instruktorka zawsze chwaliła, a potem przed egzaminem zjadłam mnie stres i oblewałam na bzdurach. Chociaż dwa razy nie zdałam przez "złośliwość" instruktora, bo np. zahamował mi przed pasami, ale daleko od nich a ja wiedziałam że mam się zatrzymać, ale chciałam podjechać bliżej.
Jak zdałam i odebrałam plastik, tato zabrał mnie na zakupy i kazał prowadzić. Utknęłam na oblodzonej górce, za mną ustawiły się samochody i bałam się spuścić hamulec żeby nie zjechać tyłem na nich. Dostałam ochrzan, że nie potrafię jeździć i że nie dostanę więcej samochodu po czym wróciłam do domu na nogach... a ojciec stał na górce i nie mógł ruszyć XD Ależ to było satysfakcjonujące dla mojej przeżartej ironią i sarkazmem duszyczki.
Dalej nie zgadzamy się w kwestii prowadzenia pojazdu, ale na szczęście mam już swoje auto i mi nie dyryguje.